Slow life, slow food – moja definicja i styl życia

Slow life, slow food – moja definicja i styl życia

Dojrzewam do tego, aby móc powiedzieć, że slow life to pewien sposób na życie, który bardzo mi odpowiada i praktykuję go u siebie. Chociaż od niedawna właśnie wyrażenie to staje się modne w różnych kręgach, według mnie to akurat bardzo dobry znak, że w końcu coraz większa część z nas zastanawia się, gdzie tak naprawdę gonimy.

Slow food – od tego się zaczęło

Aby zrozumieć, czym jest slow life, trzeba cofnąć się do lat 80. XX wieku do Włoch. Wszystko zaczęło się od pewnego mężczyzny, buntownika. Carlo Petrini (krytyk kulinarny) nie był zachwycony otwarciem kolejnej restauracji McDonald ‘s, tym razem przy Schodach Hiszpańskich w Rzymie. Wcale mu się nie dziwię, ponieważ Rzym jest pięknym miastem, gdzie znajdziemy mnóstwo świetnych restauracji i wspaniałą włoską kuchnię, a otwarcie lokalu typu fast food w takim miejscu to dla mnie również przykra sprawa (kocham jedzenie). Frustracja oraz chęć zmiany czegoś spowodowały, że Carlo Petrini stał się założycielem organizacji i ruchu Slow Food. Jakie są najważniejsze postulaty?

Slow food zakłada, że powinniśmy chronić wszystko, co lokalne – chodzi zarówno o produkty, jak i sposób wytwarzania żywności oraz samych producentów. Bardzo podoba mi się to, ponieważ choćby podczas podróży poznajemy kulturę danego kraju właśnie poprzez kuchnię. Niestety zauważyłam, że w wielu miejscach lokalne dania są wypierane przez potrawy, jakie znamy na całym świecie. Piszę o tym w poście: Podlasie, Litwa, Łotwa samochodem – moje wrażenia.

Moje podejście do jedzenia

Warto jednak wiedzieć, że slow food to również podejście do samego procesu jedzenia. Ważne jest to, aby robić to spokojnie, bez pośpiechu i wręcz delektować się posiłkiem. To założenie również jest mi bliskie, choć czasem trudne do zrealizowania. Zawsze wydawało mi się, że ze mną jeszcze nie jest tak źle i właśnie celebruję moment jedzenia, a jednak przeżyłam szok podczas podróży do Włoch czy na Sardynię. Tam rodziny jedzą wspólny posiłek (zwykle kolację) i jest to prawdziwa uczta.

Moja wizyta (i mojego męża) trwała maksymalnie godzinę w restauracji, podczas gdy inni zamawiali dużo wina, przystawki, dania główne i desery. Oni siedzieli tam znacznie dłużej, a zwykle towarzyszył im śmiech, gwar. Slow food w czystej postaci! Opisałam mniej więcej, na czym on polega, chociaż założeń jest więcej. Skoro uporaliśmy się z tym terminem, czas przejść do tego, co to jest slow life.

odpoczynek na kanapie

 

Slow life – co to znaczy?

Według mnie slow life to nie jest do końca tylko życie w wolnym tempie. To przede wszystkim odnalezienie pewnej równowagi w swojej codzienności. Wydaje mi się, że coraz bardziej widać różnicę między osobami, które dawno straciły balans między pracą a resztą życia, a tymi, które marzą o wolności, podróżach i robieniu wszystkiego, co sprawia im w życiu radość. Ja jestem raczej w tej drugiej grupie, choć nadal twardo stąpam po ziemi i pracuję. Moja równowaga w stylu slow life to pracowanie w wymiarze godzin, jaki mam w umowie i spędzanie wolnych chwil z przyjaciółmi, rodziną, mężem, tworząc bloga i kanał.

Oczywiście nie twierdzę, że to jest jedyny słuszny sposób na życie. Ja nie jestem fanką presji ze strony innych i bardzo cenię sobie swobodę. Często mam momenty, w których nie mam ochoty na robienie czegokolwiek, więc po prostu wegetuję na kanapie. Wyrastam z pretensji do samej siebie, że nie udało mi się zrobić niczego produktywnego, podczas gdy inni na pewno byli na siłowni, w teatrze, na konferencji. Dobrze jest wyluzować i nie obwiniać się o to. Slow life to jednak coś więcej. Według mnie zakłada m.in.:

  • skupienie na relacjach z ludźmi,
  • określenie swoich celów,
  • życie w oderwaniu od oczekiwań innych,
  • codzienną refleksję nad własnym życiem,
  • rozwijanie swojej sfery duchowej.

Z pojęciem slow life wiąże się również slow fashion, czyli bardzo modny ostatnio nurt, który także jest moim zdaniem ciekawy. Chociaż w tym momencie nie identyfikuje się z nim tak bardzo jak z dwoma poprzednimi (chociaż wszystkie zawierają się w definicji slow life), interesuje mnie kierunek, w jakim pójdzie. Chodzi głównie o to, aby unikać m.in. bezmyślnego kupowania kiepskich jakościowo ubrań, a zaopatrywać się w takie z lepszych materiałów i w mniejszej ilości. Oczywiście ideałem byłoby tutaj wspieranie lokalnych producentów, małych firm, ale jak wiadomo, często wyprzedaże w sieciówkach kuszą ceną i dostępnością.

Jeśli chcecie wiedzieć, co u mnie, subskrybujcie mój kanał i podglądajcie mnie na Instagramie. Po lewej stronie znajdziecie wszystkie źródła.

2Komentarze

  • Ala

    Październik 12, 2018

    coś dla mnie

  • Sandra

    Lipiec 12, 2018

    Dużo osób myli, że to tylko chodzi o jedzenie. Bardzo fajny artykuł podsumowujący, że to dotyczy praktycznie wszystkiego.