Podlasie, Litwa i Łotwa samochodem – moje wrażenia

Podlasie, Litwa i Łotwa samochodem – moje wrażenia

Majówka była dość intensywna, jeśli chodzi o zwiedzanie nowych miejsc, dlatego postanowiłam, że nie będę kręcić vlogów. Mój mąż przejął aparat i zrobił dużo świetnych zdjęć, dlatego aż żal nie wykorzystać ich do mojego wpisu. Wybraliśmy się w podróż samochodem, a oto miejsca, które zwiedziliśmy: Białystok, Augustów, Wigry, Kowno, Ryga i Wilno. Jeśli chcecie wiedzieć, jakie są moje wrażenie, przeczytajcie wpis, bo działo się sporo.

Podlasie – co warto zobaczyć?

Jezioro Wigry

Jezioro Wigry

Naszym pierwszym przystankiem po wyjeździe z Warszawy był Białystok. Zjedliśmy przepyszne śniadanie w miejscu, które nazywa się Bułka z masłem, ale nie zrobiliśmy żadnych zdjęć, bo dopadł nas wilczy głód. Warto zamówić śniadanie prowansalskie, czyli jaja sadzone z szynką, cebulą, warzywami z bagietką. Nie tylko śniadanie to ładnie wygląda, ale też świetnie smakuje. Ja jadłam sałatkę, którą skomponowałam sobie sama. Był tam kurczak, awokado, sałata, ogórek i jakieś inne dodatki, których niestety nie pamiętam.

Po śniadaniu wybraliśmy się na szybki spacer przez centrum miasta i poszliśmy do Pałacu Branickich. Robi duże wrażenie, a park wokół niego jeszcze większe. Potem musieliśmy już jechać do kolejnego punktu naszej wycieczki, jednak z pewnością warto jeszcze zajrzeć do cerkwi, jeśli macie więcej wolnego.

Augustów – co nas zaskoczyło najbardziej?

Mieliśmy jeszcze sporo czasu, ponieważ wyjechaliśmy już o 6 rano ze stolicy, więc chcieliśmy jak najwięcej zobaczyć. Augustów kojarzył się nam z relaksem, wodą i słońcem. Chociaż pogoda nie rozpieszczała (było jakieś 18 stopni), nie poddaliśmy się. Zainteresował nas słynny Kanał Augustowski, dlatego ruszyliśmy w krótki 1,5 godzinny rejs z przemiłym kapitanem, który opowiadał nam o krajobrazie i puszczał hity takie jak Beata z Albatrosa! Zapłaciliśmy jakieś 25 zł od osoby, jednak polecam w wietrzną pogodę nieco droższe rejsy na bardziej zakrytych statkach, a nie na gondoli, ponieważ mocno nas przewiało.

Jeśli chodzi o sam rejs, Dolina Rospudy jest przepiękna, a natura wokół robi ogromne wrażenie. Jeżeli jesteście w okolicy Augustowa, warto rozważyć tę atrakcję, ponieważ moim zdaniem jest najciekawsza. Samo centrum miasta nie zrobiło na nas takiego wrażenia, a wręcz przeciwnie. Lekko kiczowate reklamy odbierały urok temu miejscu, a szkoda.

Suwałki i Mikołajewo – piękne widoki i jedzenie!

Na obiad pojechaliśmy do Suwałk, aby skosztować trochę regionalnej kuchni. Zatrzymaliśmy się w Karczmie Polskiej, ponieważ miała bardzo dobre opinie i tradycyjny wystrój zachęcał do wejścia. Jedzenie było przepyszne! Chociaż nie mogłam spróbować kartaczy, słyszałam same dobre opinie, a ja zadowoliłam się mięsnymi specjałami z ziemniakami i surówką. Po takim obiedzie trudno było się zwlec do samochodu, ale ruszyliśmy do miejsca, gdzie spaliśmy, czyli do Mikołajewa.

Stadnina koni w Mikołajewie

Stadnina koni w Mikołajewie

Ach, jak tam jest przepięknie! Pokoje gościnne w Stadninie Koni nad Wigrami (dziwnie to brzmi) to był strzał w dziesiątkę. Mieliśmy bardzo duży pokój z aneksem kuchennym, łazienką z wanną i jeszcze sypialnię do dyspozycji. Faktycznie jest tam stadnina koni, więc widzieliśmy zwierzęta w całej okazałości. Jezioro Wigry również odwiedziliśmy, bo to w końcu majówka. Było nawet kilku śmiałków, którzy przy takiej temperaturze weszli do wody, ale my nie należymy do takich odważnych.

Jezioro Wigry i Klasztor Pokamedulski na wzgórzu

Jezioro Wigry i Klasztor Pokamedulski na wzgórzu

Kowno w jeden dzień – atrakcje i gdzie pójść

Po bardzo dobrze przespanej nocy pojechaliśmy do Kowna. Z Mikołajewa było to jakieś 100 km, więc dotarliśmy tam w ciągu 1,5 godziny. Przyznam szczerze, że nie spodziewaliśmy się zbyt wiele po tym mieście, zwłaszcza że pogoda była zmienna. Około 18 stopni, mało przejaśnień i kropiący deszcz. Ku naszemu zaskoczeniu Kowno było ciekawsze, niż sądziliśmy. Od razu zaznaczę, że podczas majówki chcieliśmy dużo chodzić, zwiedzać uliczki, oglądać naturę i omijać muzea czy kościoły (choć te ostatnie czasem zdarzyło się nam oglądać).

Zamek w Kownie

Zamek w Kownie

Przede wszystkim wrażenie robi Stare Miasto w Kownie. Jest zadbane, czyste i trzeba mieć ze sobą bardzo wygodne buty, żeby nie przewrócić się na brukowanych uliczkach. Nie widziałam ani jednej kobiety w szpilkach, co już jest jakimś znakiem. Oczywiście widzieliśmy większość najpopularniejszych miejsc, które wymienia się jako atrakcje, ale warto o nich wspomnieć z mojej perspektywy. Co trzeba zobaczyć w Kownie? Ratusz i ruiny zamku to jedne z najczęściej wymienianych budowli w przewodnikach. Muszę się zgodzić z tym, a pomaga tutaj fakt, że te dwie budowle nie są od siebie bardzo oddalone.

Aleja Wolności, a na jej końcu Kościół św. Michała Archanioła

Aleja Wolności, a na jej końcu Kościół św. Michała Archanioła

Największe wrażenie jednak zrobiła na mnie Aleja Wolności, czyli bardzo długi deptak, przy którym są sklepy, restauracje i kawiarnie. Czysty i zadbany zachęca do długich spacerów. Po południu pogoda nieco się poprawiła, więc mogliśmy pozwolić sobie na dłuższą przechadzką i nie żałuję. Śliczne ulice i niewielu turystów to duży plus tego miejsca.

Gwarne uliczki starówki wieczorem

Gwarne uliczki starówki wieczorem

Jeśli chodzi o kuchnię, trochę zawiedliśmy się, ponieważ mijaliśmy mnóstwo knajp z bardziej zachodnim jedzeniem. Nie brakowało włoskiej kuchni, a ostatecznie zdecydowaliśmy się na sieciówkę Grill London, w której jedliśmy jeszcze wieczorem. Na szczęście udało się nawet tutaj przekąsić coś lokalnego, czyli smażony razowy chleb ze słonym serem. Ja tylko spróbowałam, ponieważ nie jem glutenu, jednak być na Litwie i nie zjeść choćby kęsa to grzech. Tak zakończyliśmy nasz dzień zwiedzania, by rano ruszyć już do Rygi. Nie chcę rozwodzić się tutaj na temat hotelu, ponieważ spaliśmy w samym centrum miasta, jednak szału nie robił, więc nie ma co tracić czasu.

W drodze z Kowna do Rygi koniecznie trzeba odwiedzić Górę Krzyży, która znajduje się mniej więcej w połowie drogi (okolice miasta Szawle). To jedno z najpopularniejszych miejsc pielgrzymkowych na Litwie i robi duże wrażenie.

Góra Krzyży

Góra Krzyży

Ryga w dwa dni – ogólne wrażenie

Dom Bractwa Czarnogłowych w Rydze

Dom Bractwa Czarnogłowych w Rydze

Byliśmy w Rydze aż dwie noce, ale na zwiedzanie były tylko dwa pełne dni, więc wiedzieliśmy, że nie mamy wcale dużo czasu. Z drugiej strony – przecież to tylko jedno miasto, więc nie musimy „odhaczać” każdej możliwej atrakcji. Postawiliśmy więc na centralną część miasta, a dopiero drugiego dnia wyjechaliśmy poza Rygę.

Kiedy dojechaliśmy do miejsca docelowego, a był nim Riga Island Hotel, mieliśmy okazję zobaczyć, jak ładna jest stolica Łotwy z góry. Hotel usytuowany jest na wyspie Kipsala, a z okna mieliśmy piękny widok na most i Dźwinę, czyli rzekę. Pogoda była cudowna, około 22 stopni i bezchmurne niebo.

Mieszkaliśmy po drugiej stronie Dźwiny

Mieszkaliśmy po drugiej stronie Dźwiny

Co warto zobaczyć w Rydze?

Zrobiliśmy krótką przechadzkę pomiędzy starymi kamienicami i zdecydowanie największe zainteresowanie turystów wzbudzają Trzej Bracia, czyli kamienice z XVII wieku, które są krzywe i nieco zabawnie wyglądają w całej tej przestrzeni. W czasie krótkiego spaceru pomiędzy wąskimi uliczkami szybko stwierdziłam, że jest tu mnóstwo dobrej energii i życia.

Starówka Rygi

Starówka Rygi

Jak pisałam, nie interesowały nas muzea i podobne atrakcje, ponieważ była piękna pogoda i chcieliśmy z niej skorzystać. Oprócz starówki, która jest piękna, warto jechać na Targ Centralny w Rydze, na którym możecie poczuć się trochę jak w domu. Przyszliśmy, dopiero gdy większość stoisk zaczęła się zwijać, ale i tak cieszę się, że to zobaczyłam.

Kanał Pilsetas

Kanał Pilsetas okalający starówkę

Bardzo zdziwił mnie fakt, że Łotwa również ma budynek podobny do naszego Pałacu Kultury i Nauki. U nich jest to wieżowiec siedziby Łotewskiej Akademii Nauk. Jak możecie się domyślać, historia powstania była podobna. Przechodząc jednak do przyjemniejszych rzeczy, muszę przyznać, że odpoczynek nad brzegiem rzeki i przechadzka mostem (też podobny do jednego z warszawskich!) to były chyba najmilsze wspomnienia z Rygi. Mnóstwo młodych ludzi, muzyka uliczna, piękna pogoda – czego chcieć więcej?

Wieżowiec Akademii Nauk Łotwy

Przypomina coś?

Ryga i jedzenie – gdzie warto zjeść

Teraz czas na najprzyjemniejsze. Właściwie od razu po przyjeździe szukaliśmy jakiegoś miejsca do regeneracji, ponieważ byliśmy już bardzo głodni, więc postanowiliśmy szukać dobrego, regionalnego jedzenia i takie znaleźliśmy bardzo szybko. Valtera Restorāns serwuje lokalną kuchnię w nowoczesnym wydaniu. Dostaliśmy aż dwa, pyszne czekadełka, a na główne danie wybraliśmy sandacza z przepysznym purée z pora. Ach, co to było za danie!

Starówka Rygi z mostu

Widok na starówkę z mostu

Z czystym sumieniem polecam, ponieważ wszystko grało – obsługa, wystrój, jedzenie, wino. Ceny nie należą do najniższych, bo za dwa dania z napojami zapłaciliśmy nieco ponad 50 euro, jednak to są średnie ceny w restauracjach w Rydze. Są też sieciówki, takie jak Lido (też jedzenie lokalne) i tam ceny są nieco niższe. Niestety zrobiłam tylko jedno zdjęcie słabej jakości z telefonu, ponieważ trochę wstydziłam się wyskakiwać w eleganckiej restauracji z wielkim aparatem. Musicie mi wybaczyć, ale nie będę umieszczać tego na blogu.

Atrakcje poza Rygą – Park Narodowy Kemeri i Jurmała

Bałtyk Jurmała

Bałtyk

Kolejnego dnia stwierdziliśmy, że skoro spędziliśmy tyle czasu w centrum miasta, to warto odwiedzić i odpocząć od miejskiego zgiełku. Pojechaliśmy nad Bałtyk do miejscowości o nazwie Jurmała. Czy przypomina nasze polskie miejscowości, takie jak Sopot czy Kołobrzeg? W pewnym sensie tak, ponieważ obecne są stragany z pamiątkami i magnesami, ale mam wrażenie, że jest tutaj mniej kiczu i nachalnych reklam. Szczególny charakter nadają drewniane domy wybudowane w czasach radzieckich, kiedy miejscowość była jednym z ważniejszych ośrodków wypoczynkowych. Zresztą wpływy rosyjskie są tu widoczne do dnia dzisiejszego. Głównie w postaci licznych zamożnych turystów, nabywających tutaj nieruchomości.

Dom w Jurmali

Tradycyjna zabudowa w Jurmali

Wybraliśmy się też do Parku Narodowego Kemeri, gdzie ponad połowę zajmują lasy, a dużą część bagna. Muszę przyznać, że przyroda w tym miejscu jest niesamowita. Zdjęcia chyba mówią same za siebie.

Park Narodowy Kemeri

Park Narodowy Kemeri

Wilno – ostatni przystanek i droga do domu

Postanowiliśmy zatrzymać się na jedną noc w Wilnie. Nigdy tutaj nie byłam, a majówka jest doskonałą okazją, aby to nadrobić. Powiem jednak szczerze, że:

  • byłam już bardzo zmęczona całą podróżą i zwiedzaniem,
  • nie miałam ochoty już więcej chodzić,
  • marzyłam o chwili odpoczynku,
  • hotel (Urbihop) był napakowany gośćmi i dostaliśmy wielki, komfortowy pokój dla pięcioosobowej rodziny (sami rozumiecie).
Ostra Brama w Wilnie

Ostra Brama

Powinnam też zaznaczyć, że już na wstępie Wilno nie zrobiło na mnie tak ogromnego wrażenia jak np. Ryga, więc już to zniechęciło mnie do „odhaczania” kolejnych atrakcji w tym mieście. Oczywiście Ostra Brama była na liście miejsc, w których chciałam być i tak też się stało, jednak to jeden z niewielu takich punktów. Baszta Giedymina niestety była zamknięta, więc nie mieliśmy najlepszego widoku na miasto, ale nic się nie stało. Nasze (moje i mojego męża) serce skradła dzielnica artystów Užupis, czyli Zarzecze. Chcecie wiedzieć, jak tam było? Po prostu obejrzyjcie zdjęcia. To zdecydowanie najciekawsze miejsce w Wilnie.

Užupis Zarzecze

Užupis

Jeśli chodzi o jedzenie, szukaliśmy lokalnej kuchni w dobrej cenie i znaleźliśmy Bernelių Užeiga. Mój mąż oczywiście zjadł cepeliny, a ja miałam przepyszną kaczkę. Nic dodać, nic ująć. Dzień się skończył dla nas bardzo szybko, ponieważ w perspektywie była sześciogodzinna jazda samochodem kolejnego dnia do Warszawy, a nie planowaliśmy już przystanków. Jedyne, co jeszcze postanowiliśmy zwiedzić, to cmentarz na Rossie, gdzie spoczywa m.in. matka Piłsudskiego i serce jej syna.

Cmentarz na Rossie

Cmentarz na Rossie

A wy byliście kiedyś w tych miejscach? Opiszcie swoje wrażenia koniecznie!

Jeśli chcecie wiedzieć, co u mnie, obserwujcie mnie na Instagramie. Ostatnio nagrałam też film o moich odkryciach kwietnia!

5Komentarze

  • […] Slow food zakłada, że powinniśmy chronić wszystko, co lokalne – chodzi zarówno o produkty, jak i sposób wytwarzania żywności oraz samych producentów. Bardzo podoba mi się to, ponieważ choćby podczas podróży poznajemy kulturę danego kraju właśnie poprzez kuchnię. Niestety zauważyłam, że w wielu miejscach lokalne dania są wypierane przez potrawy, jakie znamy na całym świecie. Piszę o tym w poście: Podlasie, Litwa, Łotwa samochodem – moje wrażenia. […]

  • CzarrnaOdKuchni

    Maj 28, 2018

    Intensywna majówka, u mnie było podobnie, chociaż troszkę bliżej 🙂 Przepiękne zdjęcie, zachęcają do odwiedzenia opisanych miejsc 🙂

    • Anna Król

      Maj 29, 2018

      Bardzo polecam, zwłaszcza że po drodze tyle pięknych polskich zakątków 😉

  • damazprowincji

    Maj 15, 2018

    Piękna i rzetelna relacja.