Najlepsze miejsce na miesiąc miodowy – Sardynia

Jeszcze do niedawna nie wiedziałam za wiele o Sardynii, a jedyne moje skojarzenia oscylowały wokół sardynek. Tak, wiem, nie mam się czym chwalić. Dopiero gdy zaczęliśmy z narzeczonym (teraz już mężem!) szukać jakiegoś miejsca na krótką podróż poślubną, właśnie ta włoska wyspa zainteresowała nas na tyle, że kupiliśmy bilety na samolot. Myśleliśmy jeszcze o Malcie i Cyprze, chociaż te miejsca wydały nam się bardzo popularne w tym sezonie. Czy nasz wybór był trafny? Czym zaskoczyła nas Sardynia? Czy to najlepsze miejsce na miesiąc miodowy?

Najlepsze miejsce do nauki włoskiego

Na samym początku wspomnę tylko, że nie będzie to przewodnik turystyczny, bo nie zwiedziliśmy aż tyle. Był to przede wszystkim urlop i odpoczynek. Postaram się jednak napisać nieco o tym, co nas zaskoczyło najbardziej. Muszę przyznać, że byliśmy głównie na południu, a południowy wschód wyspy znamy jak własną kieszeń. Mam wrażenie, że ta okolica jest spokojniejsza i mniej turystyczna, ma więc dużo uroku. Wynajęliśmy pokój u pewnej zabawnej włoskiej gospodyni, która do dyspozycji miała jeszcze dwa inne w drugiej części swojego domu. To była najlepsza decyzja, bo właśnie dzięki temu mieliśmy kontakt z prawdziwymi Włochami.

Kobieta nie mówiła po angielsku w ogóle, co wywołało u nas niemałe zdziwienie. W restauracjach również próżno było szukać kogoś, kto byłby w stanie mówić choćby podstawowe zwroty, a menu często nie było w ogóle przetłumaczone. Kiedy zwiedzaliśmy Grotta di Su Marmuri nawet nie można było liczyć w tej kwestii na przewodnika. Czy nam to przeszkadzało? Włosi są tak mili i uprzejmi, że nie odczuliśmy dyskomfortu z powodu braku znajomości włoskiego. To doświadczenie tylko zmotywuje nas do nauki 😉

Ania

Brak turystów – nawet na najpiękniejszych plażach

Oczywiście nie byliśmy w szczycie sezonu, a pod koniec września, dlatego spodziewaliśmy się, że nie będzie tłumów. Ku naszemu zdziwieniu, nawet najpiękniejsze plaże (np. Spiaggia Piscina Rei) były niemal puste! Ciągle było 25-27 stopni, a turystów jak na lekarstwo, czyli istny raj dla fanów nieziemskich widoków. Właśnie dzięki temu mogliśmy cieszyć się spokojem. Chyba własnie o to chodzi w urlopie, prawda?

Ciekawostką dla nas było to, że najliczniejszą grupą turystów są tu Niemcy, najczęściej emeryci. Właściwie to logiczne – rok szkolny w pełni, za chwilę rozpoczęcie roku akademickiego, kto więc ma podróżować po Europie? Z drugiej strony, w żadnym miejscu do tej pory aż tak nie dostosowywano się do wycieczkowiczów z danego kraju. Nawet przewodnicy i kelnerzy lepiej znali niemiecki niż angielski. Drugą grupą urlopowiczów byli sami Włosi. Nic dziwnego, w końcu wystarczy ekspresowy lot lub prom, żeby znaleźć się na pięknej wyspie.

Oznaczenia alergenów w restauracjach

Akurat to powinniśmy importować do nas! W kilku restauracjach, nawet w małym Villaputzu, gdzie spaliśmy, zdarzały się miejsca z oznaczonymi alergenami w menu. Oczywiście zupełnie inną sprawą jest to, że same karty często były wyłącznie po włosku, ale wspomniane ułatwienie było dla mnie prawdziwym zbawieniem! Kto cierpi na nietolerancje pokarmowe, ten wie, jak krępujące jest pytanie w lokalach o składy posiłków. Nie muszę wspominać, że akurat tutaj przez barierę językową było to prawie niemożliwe.

Najbardziej jednak zdziwiła mnie obecność dań bezglutenowych w kilku miejscach. Z tego, co pamiętam, restauracja Il Castello serwowała świetny makaron z czerwonym pesto i owocami morza. W jednym z miejsc (chyba Ristorante Il Mondo) była nawet pizza bez glutenu z serem bez laktozy. Tego akurat nie próbowałam, ale miło, że zaczęto zwracać uwagę na osoby, które nie mogą jeść wszystkich produktów.

Dzikie zwierzęta i najpiękniejsze widoki Sardynii

Najbardziej zaskakuje na Sardynii natura. Ktoś mi powiedział, że nawet wygląda to dość meksykańsko. Nie wiem, w Meksyku nie byłam, ale faktycznie dość sucha roślinność, kaktusy i wyschnięta fragmentami ziemia może sprawiać takie wrażenie. Oczywiście prawdziwą furorę robiła wizyta na płaskowyżu Golgo, gdzie można było pogłaskać osiołka, popatrzeć na dzikie świnie czy inne zwierzaki na wolności. Trafiliśmy akurat na moment, kiedy nie było turystów, dlatego na spokojnie mogliśmy obcować z naturą, dlatego byliśmy bardzo zaskoczeni otoczeniem. Na Sardynii spotkacie też flamingi, owce czy jaszczurki, owce, a nawet dzikie konie, dlatego warto mieć to na uwadzę, wypożyczając samochód.

owce

Wielkość Sardynii!

Szukaliśmy różnych informacji przed podróżą, jednak na mapie to co innego, niż w rzeczywistości. Spodziewaliśmy się, że Sardynia jest sporą wyspą, ale nie wiedzieliśmy, że uda nam się zobaczyć tylko południe. Oczywiście mogliśmy zarezerwować 4 dni na północy i 3 na południu, ale jednak miał to być wyjazd wypoczynkowy. Mimo wszystko zrobiliśmy aż 1200 km samochodem i muszę przyznać, że kawałek wyspy zwiedziliśmy. Jedyne, co mnie trochę rozczarowało, to sama stolica. Spodziewałam się chyba czegoś więcej niż tylko kilku urokliwych uliczek i paru sklepów… Mimo wszystko mam nadzieję, że jeszcze wrócimy, ale tym razem z planem eksplorowania całego południa!

Jeżeli chcecie pooglądać widoki z Sardynii, zajrzyjcie KONIECZNIE na mój kanał 😉