Dieta bezglutenowa i bezmleczna – czy naprawdę muszę to robić?

Dieta bezglutenowa i bezmleczna – czy naprawdę muszę to robić?

Na pewno każdy, kto ma jakieś ograniczenia żywieniowe, spotkał się z komentarzami w stylu: „Ale przecież nic się nie stanie, jeśli zjesz jedną kromkę chleba”. Rozumiem, że świadomość tematu nietolerancji pokarmowych nie jest jeszcze duża, ale czuję wewnętrzną złość, kiedy słyszę to przynajmniej raz w  tygodniu. Jak więc jest naprawdę?

Nietolerancja pokarmowa – co to jest?

Najprościej rzecz ujmując, nietolerancja pokarmowa wywołuje nieprzyjemne reakcje ze strony układu trawiennego, jeśli chory spożyje produkt, na który źle reaguje. Efektem mogą być różne objawy, np. biegunki, bóle brzucha. Schorzenie to nadal ma przed nami wiele tajemnic i pewne mechanizmy nie są jeszcze do końca znane. Obecnie niewiele osób odróżnia alergię pokarmową od nadwrażliwości oraz nietolerancji (bo objawy mogą być podobne), jednak w sieci panuje spory chaos, jeśli przyjrzymy się artykułom, dlatego nie podejmuję się próby wyjaśniania tego. Napiszę więc, że (biorąc pod uwagę moje obecne badania) mam alergię na gluten IgG zależną, ALE dzisiaj nawet same testy nazywane są tymi “na nietolerancję”, więc i ja posługuję się tym stwierdzeniem.

Jeśli coś zmieni się w kwestii ostatecznej diagnozy, dam znać.

Dla kogo jest dieta bezglutenowa?

Jestem daleka od stwierdzenia, że gluten i laktoza to zło wcielone. Wiele osób celowo rezygnuje z pszenicy lub ogranicza spożycie ze względu na wysoki stopień jej przetworzenia, co nawet nie jest takie dziwne w dzisiejszych czasach. Trudno mi jednak zrozumieć, że niektórzy potrafią przejść na dietę bezglutenową, bo „coś tam przeczytali” lub po prostu z ciekawości, jak zareaguje organizm.

Ja musiałam bardzo mocno ograniczyć gluten w swojej diecie, ponieważ doświadczałam wielu bardzo nieprzyjemnych objawów ze strony układu pokarmowego i nie tylko. Przeprowadziłam badanie (oczywiście nie sama), o którym pisałam w poście o objawach i rozpoznaniu nietolerancji glutenu. Dostałam już pewne wytyczne, jednak kilka wizyt u lekarzy jeszcze przede mną.  Celowo nie piszę, że całkowicie i nieodwracalnie wykluczyłam te produkty, ponieważ nie jest to takie łatwe i z pewnością tak restrykcyjna dieta nie jest dla każdego.

Jakich produktów absolutnie nie dotykam?

Rezygnuję przede wszystkim ze zbóż, w których znajdziemy gluten, a należą do nich:

  • pszenica i wszelkie jej odmiany,
  • jęczmień,
  • żyto,
  • owies.

Nie ma sensu tutaj wymieniać wszystkich produktów, z których trzeba zrezygnować, bo o chlebie czy makaronach nie muszę chyba nikomu mówić. Najbardziej jednak zdziwił mnie fakt, że muszę pożegnać się na przykład z kaszą kuskus czy kaszą bulgur, ponieważ powstają z pszenicy durum. Kaszy pęczak nigdy nie lubiłam, więc to akurat wcale mnie nie zasmuciło. Głupi człowiek jednak myślał, że już słowo „kasza” jest bez glutenu 😉

Jeśli chodzi o mleko, odstawiłam je kilka lat wcześniej właśnie ze względu na problemy pokarmowe. Jeszcze przez jakiś czas jadłam produkty bez laktozy, jednak i one przestały mi służyć. Sięgam więc po napoje i jogurty roślinne, co bardzo mi odpowiada, bo wybór ich jest ogromny. Najtrudniej jest z czekoladą, ale znalazłam już kilka ciekawych zamienników. Jeśli chcesz wiedzieć, jakie słodycze bez mleka i glutenu polecam, obejrzyj mój filmik:

Z czego najtrudniej zrezygnować?

Byłam fanką bułek, rogalików, pizzy i wszelkiego rodzaju włoskich makaronów (wręcz koneserem włoskich knajp), ale spodziewałam się większego szoku. Jak wspomniałam, mleczne produkty odstawiłam już dawno temu, więc obyło się bez dramatu. Ułatwił na pewno fakt, że mieszkam w Warszawie, więc dostęp do wszelkiego rodzaju produktów bezglutenowych i bezmlecznych jest całkiem prosty.

Restauracje również mają spory wybór specjalnych dań dla osób z problemami pokarmowymi, a dodatkowo niedaleko mnie jest BioBazar, który zaspokaja moje wszystkie potrzeby zakupowe. Po specjalne artykuły spożywcze (wegańskie czekolady, ciasteczka, sosy, galaretki itd.) warto zwrócić się w stronę małych sklepików ze zdrową żywnością, a po bazę, czyli wafle ryżowe, kasze i makarony lepiej biegać do dużych marketów.

Dieta bezglutenowa (i bezmleczna) – efekty po siedmiu miesiącach

Mam swoje wzloty i upadki, jeśli chodzi o przestrzeganie diety (momenty nieuwagi kończą się zwykle boleśnie), ale idzie mi coraz lepiej. Problemy z brzuchem są zwykle tylko wtedy, gdy bardzo się denerwuję, jednak nie ma to związku z dietą. Udało mi się troszeczkę przybrać na wadzę i na pewno mam dużo lepszy apetyt niż kiedyś. To dla mnie duży sukces, bo długi czas nie udało mi się przekroczyć granicy 42 kg. Co najważniejsze, w końcu cieszę się jedzeniem!

Odpowiadając na pytanie z tytułu – tak, muszę być na takiej diecie, ponieważ dzięki niej w końcu czuję, że żyję.